Wiele osób wpisuje w wyszukiwarkę pytania: „dlaczego nie potrafię odciąć się od rodziców?”, „jak oddzielić się od rodziny pochodzenia?”, „dlaczego ciągle potrzebuję akceptacji rodziców?” albo „czy można kochać rodziców i żyć po swojemu?”. I mam poczucie, że za tymi pytaniami bardzo często stoi coś dużo głębszego – próba zrozumienia siebie, swoich emocji i tego, dlaczego dorosłość czasem okazuje się trudniejsza niż się spodziewaliśmy. W tym artykule chcę opowiedzieć o procesie separacji od rodziny pochodzenia, budowaniu własnej tożsamości i o tym, dlaczego oddzielanie się od domu nie musi oznaczać odrzucenia bliskich, ale może być ważnym krokiem w kierunku bardziej świadomego życia.
Ale zanim przeczytasz to zapraszam Cię do obejrzenia mojej szczerej rozmowy z psycholożką Anną Stępkowską, którą przerpowadziliśmy w ramach projektu pro – bono wspierajacego dobrostan psychiczny studentów i studentki.
To temat, który bardzo często pojawia się w gabinecie psychoterapii, ale też zwyczajnie w rozmowach z ludźmi. Szczególnie z młodymi dorosłymi, którzy są gdzieś pomiędzy „jestem już dorosły” a „ciągle mam poczucie, że coś mnie zatrzymuje”.
Czasem ktoś wyprowadza się z domu, zaczyna studia, pracę albo własny związek i nagle pojawia się dziwne napięcie. Z jednej strony potrzeba wolności i własnego życia, a z drugiej poczucie winy, lęk albo myśl: „A co oni o tym pomyślą?”.
I właśnie wtedy często zaczyna się proces, o którym mówi się zdecydowanie za rzadko — oddzielania się od rodziny pochodzenia i budowania własnej tożsamości.
Nie lubię jednak patrzeć na separację jak na odcięcie się od rodziców albo zerwanie relacji. Mam poczucie, że to słowo często niepotrzebnie budzi lęk. Dużo bliższe jest mi myślenie o tym jako o procesie stopniowego stawania się sobą.
Czyli momentu, w którym zaczynasz sprawdzać:
Kim ja właściwie jestem? Co jest naprawdę moje? Jakie wartości są moje, a jakie po prostu przejąłem z domu? Jak chcę żyć? Jak chcę budować relacje?
I to nie jest proces, który kończy się w wieku 20 czy 30 lat. Mam poczucie, że trwa właściwie całe życie. Bo przecież człowiek ciągle się zmienia. Poznaje siebie w nowych rolach, nowych relacjach, nowych doświadczeniach.
Wiele osób myśli o separacji bardzo dosłownie. Jako o wyprowadzce z domu, zamknięciu drzwi i rozpoczęciu własnego życia. Tylko że można mieszkać setki kilometrów od rodziców i nadal emocjonalnie być bardzo mocno związanym z ich oczekiwaniami, opiniami albo potrzebą akceptacji.
Można mieć 35 lat i dalej podejmować decyzje głównie wokół pytania:
„A co powie mama?” „A co pomyśli tata?” „Czy oni się nie obrażą?”
I jednocześnie można mieszkać z rodziną albo bardzo blisko niej, a mimo to być osobą autonomiczną, która potrafi żyć w zgodzie ze sobą. Dlatego mam poczucie, że oddzielanie się od rodziny dzieje się przede wszystkim wewnątrz człowieka. Bardzo często ten proces zaczyna być szczególnie widoczny w okresie studiów albo wczesnej dorosłości. To moment, kiedy człowiek po raz pierwszy podejmuje dużo decyzji samodzielnie. Poznaje ludzi. Wchodzi w związki. Próbuje nowych rzeczy. Zaczyna doświadczać siebie poza środowiskiem rodzinnym.
I wtedy nagle pojawiają się pytania:
„Czy to normalne, że tęsknię za domem?” „Czy to normalne, że wcale za nim nie tęsknię?” „Co się ze mną dzieje?”
Mam poczucie, że wiele osób cierpi nie tylko przez same emocje, ale przez brak rozumienia tego, że to jest naturalny etap życia. Że to nie oznacza, że coś jest z nimi nie tak. Rodzina bardzo mocno wpływa na to, jak później funkcjonujemy w dorosłości. Nie chodzi tylko o konkretne zachowania czy przekonania. Często wynosimy z domu cały sposób patrzenia na siebie i świat.
Na przykład:
– jak reagujemy na konflikt,
– jak budujemy relacje,
– czy umiemy stawiać granice,
– czy czujemy się wystarczający,
– czy mamy zgodę na własne potrzeby,
– czy potrafimy podejmować decyzje bez poczucia winy.
I problem polega na tym, że wiele z tych rzeczy jest w nas tak głęboko, że nawet nie zauważamy, że to niekoniecznie „my”, tylko coś, czego nauczyliśmy się bardzo wcześnie. Myślę, że jednym z trudniejszych momentów w dorosłości jest zobaczenie swoich rodziców nie tylko jako rodziców, ale po prostu jako ludzi. Ludzi, którzy mieli swoje ograniczenia, swoje lęki, swoje historie i swoje możliwości.
I czasem dali nam bardzo dużo. A czasem nie dali czegoś, czego bardzo potrzebowaliśmy.
To może być naprawdę trudny moment, bo często pojawia się wtedy złość, rozczarowanie albo smutek. Szczególnie kiedy zaczynamy widzieć, że czegoś ważnego zabrakło. Na przykład poczucia bezpieczeństwa, akceptacji, ciepła albo wsparcia emocjonalnego.
I mam poczucie, że ważnym elementem dojrzewania jest możliwość nazwania tego. Bez umniejszania. Bez przekonywania siebie, że „inni mieli gorzej”. Po prostu uznania, że coś mogło boleć. Bo bardzo często dopiero wtedy człowiek zaczyna odzyskiwać wpływ na swoje życie.
Dla mnie ważne jest też to, że separacja nie oznacza wojny z rodzicami. Nie chodzi o udowadnianie im czegokolwiek ani o odcinanie się od nich. Bardziej o zgodę na to, że możemy się od siebie różnić.
Że rodzic może nie zgadzać się z naszym wyborem. Może czegoś nie rozumieć. Może być rozczarowany. A mimo to dalej możemy się kochać i szanować. Mam też poczucie, że ten proces jest trudny nie tylko dla dziecka, ale często również dla rodzica. Bo rodzic też musi pożegnać pewien etap relacji. Musi zobaczyć, że jego dziecko idzie własną drogą i że nie zawsze będzie już potrzebowało go w taki sam sposób jak wcześniej. I to czasem boli. Ale czasem przynosi też ulgę. Bo może właśnie wtedy pojawia się przestrzeń na nową relację – bardziej dorosłą, bardziej partnerską i bardziej autentyczną.
Bardzo podoba mi się myślenie o tym procesie jako o sprawdzaniu:
co chcę ze sobą zabrać z domu, co mi służy, co chcę zostawić, a czego chcę nauczyć się po swojemu?
I chyba właśnie o to chodzi w dojrzewaniu. Nie o odrzucenie wszystkiego, co było wcześniej. Ale o stworzenie przestrzeni na siebie.
Na końcu mam poczucie, że najważniejsze pytanie nie brzmi:
„Czy jestem wystarczająco dobrym dzieckiem?”
Tylko:
„Czy potrafię żyć coraz bardziej w zgodzie ze sobą?”
I myślę, że to jest jedna z ważniejszych rzeczy, których człowiek może nauczyć się w dorosłości.
Trzymam za Ciebie kciuki,
Konrad

